Przewodnik ŻeglarskiPrzewodniki Zbigniewa Klimczaka
Opisy akwenów, porady szkoleniowe i subiektywne przemyślenia dla żeglarzy.
Zbigniew Klimczak

Witaj na stronie przewodnikzeglarski.pl.

Niestety nie masz zainstalowanego odtwarzacza Flash 8.
Kliknij tutaj aby pobrać wtyczkę Flash.

Zalew Soliński - Bieszczadzkie Morze

Bo moim morzem jest Solina
kropelka w morzu wielkich mórz
z wiatrem wiejącym od Otrytu
Kiczery, Horbu, lub innych wzgórz


Marian Jakub Wrona
wyjątek z wiersza

Solina

Bardzo trudno mi dobrać właściwe słowa zachęty do odwiedzenia tego niezwykle ciekawego akwenu, jest zupełnie inny i w wielu miejscach jeszcze zupełnie dziki. Niepowtarzalny urok Soliny chyba najlepiej oddał Wojciech Kuczkowski w swoim wydanym przed laty przewodniku (patrz bibliografia). Pozwolę sobie przytoczyć fragment.
Każdy żeglarz powinien spędzić choć jeden urlop na Jeziorze Solińskim. Tu ma szansę przeżyć niebywałą satysfakcję i radość bytowania w środowisku dzikiej przyrody; lasów schodzących do samego jeziora, urwistych górskich ścian....są tu wąskie gardła, dwustu, trzystu metrowe, ściśnięte górskimi zboczami, o przedziwnych zawirowaniach wiatru.

Zaciekawiony tymi opisami, zapiąłem wózek z Batiarem do samochodu i w drogę. Spędziliśmy na Solinie ponad dwa miesiące i ani jednego dnia nie żałowałem. Rzeczywistość okazała się znacznie wspanialsza od najlepszych opisów, więc również Wy postarajcie się odwiedzić ten piękny zakątek Polski.

Trochę historii
Na dziedzińcu Elektrowni wodnej stoi pomnik : PROF. KAROLOWI POMIANOWSKIEMU W 110 ROCZNICĘ URODZIN, PIONIEROWI HYDROENERGETYKI POLSKIEJ, AUTOROWI WIELU OBIEKTÓW BUDOWNICTWA WODNEGO, SOLINA 1984, ENERGETYCY.
Mówimy tu o dwóch zadaniach z zakresu realizacji kaskady Sanu- Myczkowce i Solina.
Realizację ich rozpoczęto zaraz po zdobyciu przez Polskę niepodległości w 1921 r Budowę prowadzono z przerwami spowodowanymi bankructwem firmy budowlanej, potem II wojną światową i wojną polsko-ukraińską w latach 1945- 1947 i wznowiono w 1956 r. Zaporę i elektrownię w Myczkowcach ukończono w 1960 r . Zaporę i elektrownię w Solinie zbudowano w latach 1961- 1968. Zapora o imponujących rozmiarach długość 664 m a wysokość 82 m, spiętrzyła wody Sanu do 500 milionów m3 wody. Powierzchnia zbiornika wynosi 2200 ha, największa głębokość 60 m. Zaporę i elektrownię można i warto zwiedzić.

Zalew soliński
Dzięki tej zaporze powstał więc nasz zalew, prawdziwy żeglarski raj, który objął San na długości 27 km i Solinkę na długości 14 km oraz niezliczoną ilość potoków i strumieni. Stąd duża ilość zatok i zatoczek, wciętych głęboko w zbocza gór, nadających się na postój. Na końcu każdej ujście krystalicznie czystego potoku z wodą nadającą się do spożycia. Jezioro dzieli się więc na trzy części: dwie główne odnogi, czyli Dolinę Sanu i Solinki ( oczywiście dawne doliny tych rzek) oraz Ploso Centralne a ogólny kształt tego zbiornika jest niezwykle pokrętny. Wystarczy popatrzeć na mapę, w którą radzę się zaopatrzyć, ruszając na Solinę.
Długość linii brzegowej wynosi około 150 km . Pod wodą znalazło się wiele wsi a do dziś możemy podziwiać "Martwy las" w wejściu do Doliny Sanu, gdzie z wody wystają czubki niewyciętych drzew. W linii brzegowej znajduje się ponad 200 zatok, z których najbardziej znane to Nelsona, Teleśnicka, Viktoriniego, Brosa, Chrewtu i Rajska w dolinie Sanu i Podleszczyńska, Zawóz i Wołkowyja w dolinie Solinki.

Solina

Dolina Solinki jest dość mocno zagospodarowana, a jej mała szerokość jeszcze zwiększa to wrażenie. Tym niemniej tzw. Łokieć i końcówka zalewu w pobliżu Wołkowyji dostarczają wielu wrażeń. Na Plosie Centralnym zlokalizowane są w zasadzie wszystkie główne przystanie i ośrodki żeglarskie. Półwysep Polańczyk to miejsce lokalizacji wielu sanatoriów i domów wypoczynkowych.
Dolina Sanu, poczynając od południowej części cypla Jawor, to już zupełnie inny świat. Jeśli w weekendy obserwuje się tam jachty o tyle w tygodniu stanowią już rzadkość. Od Zatoki Czarnego aż do końca, panuje niczym niezmącony spokój. Do brzegów zalewu praktycznie nie ma żadnej komunikacji od strony lądu.
Całe jezioro Solińskie jest strefą ciszy i w odróżnieniu od wielu takich teoretycznych stref ciszy na innych akwenach w Polsce, jest przestrzegana. Oprócz kilku stateczków wożących turystów, i to nie dalej, niż do Zatoki Czarnego, nie spotkamy tam motorówek prywatnych, szalejących pod banderą WOPR. Telefon alarmowy WOPR 0607 112 112. Bosman bazy 0607 384 523 stacjonarny 013/ 466 61 64
Na Zalewie jest kilka atrakcyjnych miejsc do nurkowania i polowań podwodnych. Bliższe informacje możemy zdobyć na http://www.ptycho.city.net.pl
Uwaga: powyższe informacje nieaktualizowane
Dobrze jest zaopatrzyć się w mapę turystyczną Soliny np. wydaną przez Ekspress Map w 2003 r. w skali 1:35000.
Jezioro otoczone jest górami, więc i pogoda jest dość zmienna i wiatry również. Przechodzące kilka razy w miesiącu burze potrafią na plosie centralnym podnieść wysoką falę i przewrócić kilka łódek mniej doświadczonych sterników.
Drugim zagrożeniem dla cumujących przy brzegach jachtów, jest zmieniający się poziom lustra wody, związany z pracą elektrowni szczytowo-pompowej. Po prostu rano możemy obudzić się na suchym lądzie. Szczególnie daje się to odczuć w dolinie Solinki, gdzie podejścia do brzegu są płytsze. W dolinie Sanu dno opada bardzo gwałtownie i takie niebezpieczeństwo jest mniejsze.
W dolinie Sanu, z wyjątkiem Zatoki Czarnego, nie spotkamy raczej biwaków i campingów. Dojście do brzegów możliwe jest jedynie od strony wody. Co to znaczy dla żeglarzy nie trzeba chyba tłumaczyć.
Zalew ma, nie tylko moim zdaniem, najlepiej zorganizowaną i wyposażoną służbę WOPR. Jest to zasługą zarówno działaczy WOPR jak i dzięki zrozumieniu zagadnienia przez wojewodę byłego województwa Przemyskiego. Ze względu na wielkość zbiornika, WOPR ma dziesięć placówek, rozmieszczonych wokół niego a baza dowodzenia znajduje się na samym cyplu półwyspu Polańczyk.

Ploso centralne
Umownie Ploso Centralne obejmuje wody zbiornika od tamy na północy w miejscowości Solina, ograniczone półwyspami Jawor, Werlas i Polańczyk.
Od północy zamknięte tamą i 150 metrową strefą ochronną, której lepiej nie przekraczać oraz urwistym stokiem góry Płasza, do której też lepiej się nie zbliżać. Półwysep Polańczyk, zwany Patelnią, otaczają z oby stron Zatoka Olbrzymów i Fiord Nelsona. Na jego końcu zlokalizowana jest Centralna Baza WOPR. Dalej, za Fiordem Nelsona, brzeg góry Horbek i Zatoka Drewniana. To dobre miejsce do zostawienia jachtu i podskoczenia do wsi Solina na zakupy, lub na górę Płasza, aby podziwiać panoramę Bieszczadów lub zwiedzić tamę. Bazę WOPR Batiar i jego załoga będą wspominać zawsze z wdzięcznością, ponieważ nie mogąc znaleźć dźwigu, trafiliśmy do tej bazy i mimo wczesnej pory, cala ekipa pomogła samochodem terenowym, zwodować jacht. A że nie było to łatwe, świadczyły potoki wylewającej się wody, jak samochód wrócił na brzeg a kierowca otworzył drzwi.
Wracając do tematu, tak umownie biorąc, wygląda północna część plosa centralnego.

Solina

Część południowa plosa to bardzo rozwinięty i ciekawy brzeg u podnóża masywu Jawora z równie ciekawymi zatokami Jaworową północną i Jaworową południową. To dobre miejsca do postoju na dziko, i dalej 2 półwyspy Werlasu.
Aby zobaczyć lub skorzystać z solińskich przystani, płyniemy wzdłuż półwyspu Polańczyka, tzw. Patelni do Zatoki Olbrzymów.
To tam są najlepiej żeglarsko zagospodarowane tereny,ale i najbardziej zagęszczone i ruchliwe. Najwięcej przystani znajduje się w Polańczyku. Ponadto dwa duże ośrodki: Energetyków, na wyspie i WDW "Jawor" na końcu półwyspu masywu Jawor.. Ośrodek Energetyków znajduje się na wyspie, ale nie próbujmy go opływać poprzez Gęsią Szyję, gdyż w jej najwęższym miejscu kursuje na wyspę prom na uwięzi. Na zakupy lub spacery po ciekawym lądzie wybieramy się do Polańczyka, rzadziej do Soliny. W sezonie tłumy turystów i hałas raczej odstręczają. Aby odwiedzić Polańczyk i zrobić zakupy, wybieramy przystanie położone w Zatoce Olbrzymów. Moim zdaniem, najlepiej stanąć w Siarkopolu. Parę minut pod górkę i jesteśmy na deptaku Polańczyka z wszystkimi jego atrakcjami. Jak będziemy mieli szczęście to trafimy na szanty lub inną imprezę w pobliskim w amfiteatrze. Szant też możemy posłuchać na Wyspie Energetyka w sierpniu, kiedy odbywa się wielkie żeglarskie święto - Festiwal Piosenki Szantowej. W programie są m.in. występy śpiewającej braci żeglarskiej, konkursy dla publiczności, prezentacje maszyn pseudo-latających i pseudo-pływających.

Przystań KOZŻ w Zatoce Fregaty też jest sympatyczna i posiada zaplecze socjalne i kulinarne. Jest tam spokojnie. W zasadzie wszędzie jest spokojnie z wyjątkiem Wyspy Energetyków, gdzie młodzież z kursów żeglarskich i surfingowych dość wyraźnie zaznacza swoją radość życia. Ale to jest szum kniei w porównaniu do wyczynów mazurskich "żeglarzy". Wypada wpaść do przystani Solina. Do pomostu Bialej Floty dobijać nie wolno. Jeśli chcecie zwiedzać elektrownię wodną lub przynajmniej przejść się zaporą, to radzę dobić łódką po zachodniej stronie góry Płasza. Jest tam mała zatoka, dość osłonięta od wiatrów, gdzie można zostawić łódkę. W Solinie to raczej ryzykowne. Przy korzystnych wiatrach dobrze jest zwiedzić Fiord Nelsona, ale jeśli tam nie widzimy wiatru, to ze względu na zakaz używania silników, nie wchodźmy tam, bo stracimy cały dzień, żeby się stamtąd wydostać. Pozostaje nam jeszcze, jak jest ciepło, popłynąć na Wyspę Zajęczą, na środku plosa. Jachtem balastowym staniemy dość daleko od brzegu, ale mieczowym uda nam się dobić. W zależności od kierunku wiatru, wybieramy właściwą stronę wyspy. Słowny przekaz głosi, że swoją nazwę zawdzięcza wyspa kilku pozostałym podczas zalewania zbiornika, zającom.
Jeśli mamy już dość tego miejsca a przede wszystkim zatęsknimy za obiecywanym nam spokojem, musimy podjąć decyzję, czy płyniemy w dolinę Sanu, czy Solinki. Dolina Solinki z położoną na końcu Wołkowyją jest urocza, łagodniejsza w wyglądzie i bardziej zasiedlona, jak na stosunki bieszczadzkie, ale wejście do niej dostarczy nam niezapomnianych wrażeń estetycznych i czysto żeglarskiej przygody.

Dolina Solinki
Ponieważ nasz opis plosa centralnego zakończyliśmy na końcu Zatoki Olbrzymów, wracamy trochę, okrążając Wyspę Energetyka prawą burtą, naprzód na północ a potem skręcając o 180o na południe.
Mamy do pokonania niesamowity łokieć i tak też nazywa się południowy kraniec Wyspy Energetyka. Dobrze jest przed nową przygodą trochę odpocząć i posilić się wspaniałym pstrągiem. W Gęsiej Szyi, już po drugiej stronie przeprawy promowej jest hodowla pstrąga i możliwość jego kupienia (przynajmniej była).

Solina

Jak już kupimy pstrągi, to przeprawmy się tylko naprzeciw, na ten długi cypel Werlasu i tam na ładnym, trawiastym brzegu usmażmy je. Po wyruszeniu w dalsza drogę i ponownym wykonaniu skrętu o 180 °, zostaniemy zaskoczeni nagłą zmianą krajobrazu. Zamiast cywilizacji, roztoczy się przed nami zupełnie bezludny obszar. Jezioro zwęża się do 300 m szerokości a jego brzegi całkowicie porośnięte lasem. I zaczyna się zabawa z wiatrem.

Tu wiatry wieją jak chcą, jeśli nie będziemy reagować na każdy sygnał, skąd wieje akurat, długo nie wyjdziemy z tej pułapki. "Batiar" oddany w ręce mniej doświadczonego członka wyprawy, zatoczył pełne koło pomiędzy Skałą Tarpejską a Maczugą Herkulesa, bez zmiany halsu, oby mnie Neptun pokarał, jeśli piszę nieprawdę. Zakładając, że radzimy sobie z wiatrem i żaglami, możemy oddać się podziwianiu widoków. A jest co podziwiać, ponieważ to chyba najpiękniejsze miejsce doliny Solinki.

Po lewej ręce mijamy Maczugę Herkulesa a po prawej / Wyspa Energetyka/ urwiska Skały Tarpejskiej. Po uporaniu się z całym tym piekielnym "S"-em otwiera się przed nami kawałek ładnej i spokojnej żeglugi. W dali widzimy Zawóz. Zaopatrzenie dobre, ale trzeba wyjść dość wysoko pod górę/ zielone wzgórza nad Soliną / Za to pijąc piwko, będziemy spoglądać na naprawdę piękną perspektywę przebytej drogi.

Po odwiedzinach Zawozu ruszamy dalej. Do pokonania, po wyjściu z Zawozu, mały "esik" gdzie znowu wiatry mogą się dać nam w znaki. Ale też podziwiamy wynurzającą się z wody skalną ścianę - to Skały Dostojne. Po prawej burcie, na cyplu stanica harcerska a po przeciwnej stronie strome Skały Piękne. Po prawej ręce otworzy się przed nami Zatoka Rybacka, wciśnięta pomiędzy dwa masywy górskie: Holice i Plisz oraz Czaków z południa. Zatoka długa na 500 m i 150 m szeroka ,z wsią Wołkowyja na końcu. Co prawda Batiar jakoś wślizgnął się do zatoki, ale drugi raz tego nie zrobi. Zatoka mulista i płytka, więc lepiej cumować po lewej stronie zatoki, tuż u wejścia. Brzeg schodzi stromo, więc balastowy Batiar nie miał kłopotów z dojściem do samego brzegu. Może się udać, jeśli będziemy iść środkiem zatoki zupełnie w głąb, na jej końcu skręcimy pod kątem 90 ° i posterujemy prosto na łąkę.
Jesteśmy w Wołkowyi, w głąb zatoki, wzdłuż potoku Wołkowyjka, ciągnie się wieś rolniczo-letniskowa. Ród Balów utworzył ją w 1463 r na kompletnym odludziu, gdzie wilki wyją.
To już w zasadzie koniec trasy, ponieważ odcinek do mostu jest płytki i też zamulony. Ale ładne miejsce do zacumowania, zamiast w hałaśliwej Wołkowyji, znajdziemy w miejscu wpadania do zalewu strumyka, który łączy dwa strumienie wypływające z dwóch wierzchołków Kiczory (patrz szkic).
W samej Wołkowyi jest dobre zaopatrzenie, wspaniała karczma, poczta oraz hodowla pstrąga. Ze względu na tamę, zalew musi być zarybiany sztucznie.

Dolina Sanu
Jeśli chcemy zobaczyć puste i dzikie mini fiordy, zniknąć ludziom z oczu na kilka dni, to wybieramy dolinę Sanu. Odpocznijmy od cywilizacji plosa centralnego i zanurzmy się w dostojną i respekt wywołującą dolinę Sanu.
Umownie szlak ten zaczyna się od cypla półwyspu Jawor. Tam właśnie znajduje się OW "Jawor" Największy, najlepiej wyposażony ośrodek wczasowy i żeglarski na Solinie. Nic dziwnego, ośrodek wojskowy, wybudowany przez żołnierzy dla.... no, też żołnierzy! W nowej rzeczywistości ośrodek, aby się utrzymać, otworzył swoje dotąd ściśle.
chronione tereny dla wszystkich .Każdy coś tam znajdzie dla siebie ale my zostańmy przy żeglarstwie. Ci, którzy muszą wodować swoje jachty przy pomocy dźwigu, muszą "wdrapać" się samochodem kilkaset metrów w górę, drogą z Soliny a potem zjechać w dół do Ośrodka. I samochód i przyczepa mogą tam zostać na parkingu. Ceny umiarkowane, jak na monopolistę na tym terenie. Możemy też liczyć na usługi szkutnicze lub po prostu pomoc przy jakichś drobnych naprawach naszego jachtu. Mają dwa porty: tzw. wewnętrzny od strony północnej. Port za falochronem, doskonale osłonięty, właśnie z dźwigiem i zapleczem remontowym. Ale raczej tam nie zawijajmy, chyba, że w potrzebie. Po prostu nie ma tam nigdy miejsca. Stoją tam łódki własne i innych rezydentów. Jeśli więc płyniemy dalej na południe, okrążając cypel, po kilkuset metrach zobaczymy po lewej stronie duże pomosty tego samego ośrodka. Są tam sklepy, więc możemy zrobić zaopatrzenie lub chwilę odsapnąć. Na dłużej nie polecam. Przystań jest odsłonięta i potrafi tam nieźle rzucać jachtami w razie silnego wiatru z kierunków zachodnich i południowych.

Solina

Ale od tego momentu rozpoczęliśmy żeglugę w dolinę Sanu. Mamy do pokonania łokieć, gdyż na naszej drodze płw. Werlas wschód. Jeśli to koniec dnia, to tam szukajmy miejsca na przenocowanie. Dogodne miejsca są zarówno na cyplu Werlas jak i Jawor.
Kontynuując żeglugę, tuż po pokonaniu łokcia, po prawej ręce widzimy Martwy Las. Wygląda groźnie i jest groźny. Są to po prostu zatopione drzewa i lepiej się w nie nie zaplątać. To przedsmak widoków, jakie nas czekają. Kontynuując żeglugę, widzimy przed sobą wyspę, jest to Wyspa Skalista lub potocznie nazywana Wyspą Chwieja. To nazwisko pierwszego dyrektora elektrowni wodnej. Od strony Zatoki Teleśnickiej uważajmy na mieliznę wychodzącą daleko od brzegu wyspy, zwłaszcza przy niskich stanach wody. Uważajmy też na wędkarzy i ich "narzędzia". Mimo atrakcyjnie prezentującego się brzegu wyspy, dobrze popatrzmy, nim tam dobijemy.
Na lewym trawersie zobaczymy wejście do Zatoki Teleśnickiej, którego strzeże Brama Teleśnicka. Zaczyna się urwistym brzegiem Teleśnickich Wzgórz. Jest to ciąg stożków, z których dwa, oglądane od strony jeziora, kojarzą się z pięknym biustem. Na końcu długiej i wąskiej, chwilami do 80 m, zatoki, leży wieś Teleśnica Owszarowa. U wejścia do Zatoki, po prawej stronie, możemy znaleźć miejsca do cumowania. Może do samej wsi nie warto płynąć, ale warto rzucić okiem na widok, jaki roztoczy się przed nami z samej Bramy. To prawie 3 km bieszczadzkiego fiordu, z ponad stumetrowymi, zalesionymi wzgórzami a miejscami małymi plażami lub łączkami.

Jeśli postanowimy "obojętnie" minąć zatokę i popłynąć dalej, potrafi ona zwrócić na siebie uwagę potężnym podmucham wiatru w burtę. To efekt i rozpędzonych mas powietrza w tym wąskim i długim tunelu jak i wiatrów spadowych z gór.
Jeśli je przegapimy, może nas obudzić potężny szkwał z tej wąskiej dyszy. Jest takich kilka miejsc, jak to w górach ale to należy do najgroźniejszych.
Po zwiedzeniu Zatoki Teleśnickiej, kilkaset metrów na południe od Wyspy Skalistej, u podnóża półwyspu Horodek, zaczyna się zatoka Karpiowa lub Zimna, długości około 1,5 km . Jej szerokość wynosi od kilkunastu do stu metrów. Można tam znaleźć dobre miejsca do cumowania i wspaniałą wodę z licznie tam wpadających strumyków. Dobre miejsce, jak na jeziorze zbyt mocno dmucha lub leje deszcz.
Dalej mamy po prawej ręce piękne, lecz niedostępne widoki a po lewej otwiera się widok na Zatokę Victoriniego.
W swoim przewodniku Pan W. Kuczkowski wspomina rozmowę z gospodarzem, że ta zatoka, to ulubione miejsce studentów z krakowskiej ASP i że"ćwiczą tam Kamasutrę". Spędziłem na Solinie ponad 2 miesiące, przepływałem tamtędy wielokrotnie i nic.
Henryk Victorini osiedlił się na tych terenach w latach pięćdziesiątych, wyremontował pałacyk przedwojennych właścicieli i do czasu zalania Soliny prowadził tam schronisko turystyczne. Po spiętrzeniu wód Sanu, z materiałów z rozbiórki pałacyku, wzniósł swoje domostwo i prowadzi działalność agroturystyczną . Na brzegach Zatoki Victoriniego znajdziemy dwie małe, nadające się do cumowania, zatoczki i ujścia w nich górskich strumyków.

Teraz wpływamy na kolejny, zapierający dech w piersi, odcinek szlaku. Jezioro się poszerza do około 1500 m a w perspektywie przed nami ponad 2,5 km widoków zalesionych wzgórz, kończących się w wodzie skałami. Do tego dochodzą liczne, wcinające się w góry, zatoki. Przy Drzewie Wisielca odchodzą w głąb dwie zatoki: Suchego Drzewa lub inaczej Pod Dębem i druga bez nazwy. Zaraz za Drzewem Wisielca, prymitywna chata pustelnika. Jeśli zachowujemy się cicho i kulturalnie, możemy sobie z nim pogadać i posłuchać jego opowieści. I pamiętajmy, że jest fanatykiem ekologii. Czasem Pana Juliusza nie ma a kiedyś pewno braknie go na zawsze i coś Solinie ubędzie z pewnością.
Kilkaset metrów dalej mamy Zatokę Węża a na przeciwnym brzegu podwójna zatoka Baranie Rogi. To od charakterystycznego kształtu obu zatok. W obu miejsca do cumowania i w obu świeża, z górskich nieskażonych strumieni, woda. Znajdziemy tam jeszcze kilka małych zatoczek o kształcie "fiordów" i wszędzie świeżą wodę.
Zbliżamy się powoli do prostopadłej, dzikiej skały i odnosimy wrażenie, że jezioro się kończy. To słynna Wielka Brama. Odczuwamy jakiś żal za końcem podróży ale oto za  chwilę widzimy, że dolina Sanu odchodzi ostro w prawo a na lewo otwiera się przed nami piękna Zatoka Czarnego z miejscowością Chrewt. Są tam ośrodki, nawet jazdy konnej i są przystanie żeglarskie. . Nic luksusowego, ale można się tam zatrzymać, zaopatrzyć, wypić piwo i podziwiać piękne widoki. W tym celu najlepiej wybrać się na wzgórze nad przystanią.
Po zwiedzeniu Zatoki Czarnego wracamy do Wielkiej Bramy i wpływamy na dalszy odcinek doliny Sanu. To już zbliża się koniec, ale jaki!! Płyniemy pięknym i dzikim, czterokilometrowym "S" o szerokości 300m. Urwiste, ścięte do wody skały i tylko po lewej ręce, na początku brzuszka "S" w małej zatoczce przystań, też malutka. To przystań Nadleśnictwa Lutowiska. Na niektórych mapach oznaczona jako "Przystań Szeryfa" Plotka głosi, że w trudnych dla Bieszczad ( i Polski) czasach, rządziła nimi szara eminencja i to twardą ręką. Stąd "Szeryf" i nazwa ta niezbyt dobrze się miejscowym kojarzy. Kończymy "S", ale koniecznie wykąpmy się w tej przystani i nabierzmy świeżej wody.
To już koniec tej wspaniałej eskapady.
Przed nami Zatoka Rajskie. Widzimy w dali most, ale nie płyńmy dalej- płytko i mulisto. Wcześniej, po prawej ręce, w dali, zabudowania. Widać tam mały domek z czerwonym dachem - tam spędził ostatnie lata swego życia gen. Zygmunt Berling, odsunięty od życia, za próbę pomocy Powstańcom Warszawy. To koniec doliny Sanu, za mostem już naturalne koryto Sanu. Nieciekawe miejsca do cumowania po prawym, nie zalesionym brzegu, więc jeśli chcemy zanocować, lepiej powrócić do wcześniej opisanej przystani Nadleśnictwa.
Pocieszamy się, że wracając, jeszcze raz ujrzymy ten piękny, dziki, wspaniały krajobraz a w dodatku możemy nie spotkać nikogo lub nielicznych.
I jedno jest pewne, jeszcze tu kiedyś powrócimy, tak duży jest urok Soliny.

Przyjaciele
Farby jachtowe
Jerzy Kuliński
NauticonMarina Wdzydzemarynistyka.orgMagolaPiękne Kaszuby
Przyjaciele
ORKAN Mielece-kaszubysternicyKursy żeglarskieSailBook
Przyjaciele
Tawerna SkipperówŚwiat żeglarstwaczarter mazuryCzarter jachtów MazuryDołącz
Przyjaciele

© 2010 - 2017 przewodnikzeglarski.pl - wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowania i rozpowszechniania danych dostępnych w Serwisie dozwolone z powołaniem się na źródło.
webdesign : emoweb